Jak to się zaczęło

28 sierpnia 2023

Pracę z oknami zaczęłam w wieku 18 lat w firmie taty...

Wszystko “szło”; przyznam, że nie trzeba było się jakoś specjalnie starać W ofercie miałam 6 kolorów roletek materiałowych, 3 kolory żaluzji aluminiowych oraz 1 (słownie: jedno ;)) okno PCV.

Wtedy również powstała tabela okien typowych, które producenci mogli szybko wyprodukować, przez co znajdowały się na stanie (nie trzeba byo na nie czekać), więc były tańsze, a my mogliśmy w dwa tygodnie zamontować je z ofertą specjalną “montaż gratis”.

Czasami wchodziły na styk - i na pianę w ogóle nie było miejsca; a czasami były za małe i piany było po 15 cm z każdej strony. Potem przyszedł kryzys, a wraz z nim z sroga zima i pierwsza reklamacja: firanki mi się ruszają, wieje mi po nogach! To był ten pierwszy moment, w którym chciałam ucieka. Regulacja nie poprawiła sytuacji, a wymowne komentarze potęgowały mój kiepski nastrój: to pewnie wina okien! Rozpoczęłam więc poszukiwania lepszych producentów.

Więcej komór, ciepła ramka, więcej stali, lepsze okucia… z dumą patrzyłam w przyszłość. To jest to, co chce sprzedawać. Jak się spodziewacie po paru latach znowu przyszła weryfikacja. Okna są ZBYT szczelne, wychodzi nam pleśń! To był ten czas, gdy w domach likwidowano piece, zamykano wentylację, dodawano styropian. Montowaliśmy cały czas tak, jak na początku, więc kiedy zaczęliśmy dostawać telefony oraz informacje, że przyszła zima i wieje przyszła zima, zwróciliśmy się do producenta.

Pierwsze, co usłyszeliśmy to: “Okej, zbadaj połączenie skrzydła z rama okna. Przygotuj świeczkę, a jak płomień się nie rusza, to okno jest szczelne”. Płomień się nie ruszył, okno było szczelne, więc skąd wiało? Z połączenia okna z murem…

Ale o tym, jak poradziłam sobie z taką “niespodzianką” - w jednym z kolejnych aktualności.

#okna #szczelnymontaż #ciepłymontaż #dom #rachunki #rawicz

Więcej postów do odkrycia