.
50110dc822ae4698a399bb8a56cbfed5

Profil użytkownika Bob Rob

Opinie 1

Opinie

Opinia na temat Phu Lukar Krzysztof Lubka, Mrowino

opublikowano ponad 12 lata temu

Zakres prac naprawczych Merivy B obejmował prace blacharsko-lakiernicze oraz elektrykę. Czas okres naprawy uzgodniono z p. L. na około miesiąc. W drugim miesiącu naprawy p. L. zaczął coraz rzadziej odbierać telefon, podawał nielogiczne wyjaśnienia co do stanu w jakim znajduje się samochód. Kolejne rozmowy telefoniczne z właścicielem to był już szczyt arogancji i ignorancji z jego strony w stosunku do nas właścicieli, którzy już zaliczkowali mu kwotę 8000 zł i wciąż nie znają nawet przybliżonego terminu odbioru naprawionego auta. Minęły właśnie dwa miesiące "naprawy" naszego prawie nowego auta (przebieg 14,4 tyś km) i zaczęła w nas narastać obawa, że z samochodem dzieje się coś złego. Podejmujemy więc decyzję o zabraniu auta z warsztatu p. L. Właściciel warsztatu zarządał zapłacenia kwoty 1380 złotych, bo inaczej auta nie odda. Postraszony policją łaskawie się ugiął i zwrócił samochód w stanie, który opisuję poniżej. Samochód już na pierwszy rzut oka nie przypominał tego pachnącego fabryką cacka, jakie zostawiliśmy p. L. Wewnątrz, na siedzeniach, podsufitce, dosłownie wszędzie bród, smar, byle jak powrzucane części. Wyrwano zasadniczą część deski rozdzielczej z wystrzelonymi poduszkami, w zamian wrzucono do auta deskę o innym odcieniu, pochlapaną farbą (zwykły szmelc), nienadającą się do regeneracji. Następnie celowo pozamieniano główne wiązki przewodów, aby utrudnić i podrożyć późniejszą naprawę. Ukradziono sterownik klimatyzacji. Musieliśmy kupić inny używany, który wymagał wieloetapowego rozkodowywania. Ukradziono wiele drobnych elementów z komory silnika. Auto zostało źle wyprostowane, skutkiem tego widoczne są niesymetryczne szczeliny na styku zderzak-błotniki-reflektory. Na masce i błotnikach widoczne były ślady tzw.odkurzu-wymagały polerowania. Niechlujnie powrzucane elementy zamienne porysowały węższą, przylegającą do podszybia część deski rozdzielczej. Naprawa tego tych zarysowań praktycznie niemożliwa, trzeba wymienić element na nowy. I na koniec ten pan, aby dobić nas finansowo tuż przed oddaniem auta celowo zdjął zabezpieczenia przewodów wodnych nagrzewnicy. Po tygodniu, podczas jazdy zaskutkowało to wypięciem się tych przewodów, natychmiastowym wyciekiem płynu chłodzącego i przegrzaniem silnika. Skutkowało to naprawą, którą mechanicy określili jako "mały remont silnika" - koszt 3700 złotych. Nasze łączne straty wynikające ze współpracy z PHU LUKAR Krzysztof L. przekroczyły już 15000 złotych. Kolejny ujemny bilans pojawi się zapewne w momencie sprzedaży auta, gdy potencjalnie kupujący będą wytykać nam praktycznie nieusuwalne niedoróbki blacharskie. Świetna recenzja! (0)
Napisz komentarz Zgłoś nadużycie