Profil użytkownika Dariusz Wilga
| Opinie | 1 |
Opinie
Opinia na temat Willa Milanówek Rezydencja Seniora, Milanówek
opublikowano ponad 6 lata temu
Wszystkim myślącym o pozostawieniu tam swoich bliskich radzę się dobrze zastanowić.Wszelakie głosy wychwalające to miejsce pod niebiosa to zwykła ściema.To typowa przechowalnia dla wariatów i to dosłownie.Większość pensjonariuszy ma problemy ze zdrowiem psychicznym i takich się najchętniej tam przyjmuje bo nie narzekają odwiedzającej rodzinie i się nie skarżą.Wyżywienie jest na gorszym poziomie niż w zadłużonym państwowym szpitalu.Tam chociaż może wpaść SANEPID na kontrolę.Posiłki są sporządzane z przeterminowanych produktów.Śniadanie to jedna kromka suchego chleba ze śmierdzącym plasterkiem wędliny.Obiady zimne ze zmrożonych ziemniaków,które ktoś pewnie wyrzucił a dodatkiem do nich to kotlet mielony z psa zmielonego razem z budą i łańcuchem.Aaaaaaa zapomniałem te cztery posiłki dziennie to też ściema bo dwa z nich to coś takiego jak np.1/4 banana lub robaczywa śliwka podana dłonią Ukraińskiej sprzątaczki,która właśnie skończyła sprzątać toaletę.Co do opieki pielęgniarek i rehabilitantów nie będę się wypowiadał bo zajęłoby to kilka godzin.Wystarczy ,że nadmienię iż pielęgniarka nawet nie potrafi zrobić zwykłego opatrunku ale za to wie jak zająć się drogimi lekami pensjonariuszy tak żeby się nie zmarnowały :) W skrócie na koniec. Zastanówcie się dobrze nad pozostawieniem kogoś z rodziny w tym miejscu to tylko fajnie wyglądający budynek a warunki jak w spelunie !!!!!!!
rozczarowanie
Dariusz Wilga
Coś w tym jest, starszy bardzo spokojny człowiek, który w życiu rzadko nawet podniósł głos, po tygodniu pobytu podobno dostaje ataków szału i demoluje pomieszczenia (za co dyrekcja żąda odszkodowania). Odwiedziny są zabronione podobno z powodu Covidu, podobno cały personel mieszka na miejscu, co jest nieprawdą, bo kilkakrotnie rozmawiałam przez telefon z tamtejszą pracownicą, która akurat przebywała poza ośrodkiem, więc "nie mogła mi pomóc". Pensjonariuszy NIE WYPUSZCZA SIĘ z budynku do parku pod pretekstem, że "złamią sobie nogę" albo "zdemolują ławki". Najzdrowszy człowiek zwariowałby, gdyby musiał siedzieć pod kluczem, nawet w więzieniu jest spacerniak. Brak kontaktu telefonicznego, kilkakrotnie prosiłam o rozmowę z mężem, który ma przecież własną komórkę, ale od chwili, kiedy wszedł za bramę, ani razu się nie odezwał. Zamierzamy zabrać go stamtąd jak najszybciej.