.
750e88c79adb4213b5b2bf142798ad53

Profil użytkownika Em De

Opinie 1

Opinie

opublikowano ponad 4 lata temu

Wizyta w tej pseudo-klinice zakończyła się śmiercią naszego 9-letniego Yorkshire Terriera. Weterynarze, którzy szczycą się tym, że "przyświeca im ogromna dbałość o dobro i zdrowie zwierząt" (cytat z ich strony), dopuścili się nie tylko niewyobrażalnego zaniedbania, ale także kłamstwa i mataczenia. Nasz Yankes trafił do nich z poważnymi objawami neurologicznymi. Po wstępnej diagnozie w kierunku obustronnego zespołu przedsionkowego, neurolog zaleciła kilkudniową płynoterapię. Rokowania były ostrożne w kierunku dobrych. Niestety, trzeci dzień kroplówek zakończył się tragicznie - otrzymaliśmy informację, że pies uderzył się w klatkę, w której przebywał, w wyniku czego doszło do PĘKNIĘCIA CZASZKI!!! Pytam - jak to jest w ogóle możliwe?! Jak można nie upilnować ledwie 3-kilogramowego zwierzęcia?! Jak pies, pozostawiony pod opieką specjalistów (!!!), może doznać tak poważnego urazu? I jak można wmawiać, że ten uraz nastąpił w wyniku uderzenia w klatkę/kojec?! Czaszka jest NAJTWARDSZĄ z kości, więc żeby doszło do jej pęknięcia, musi nastąpić BARDZO SILNE UDERZENIE - na pewno nie o cienki pręt klatki, która jest zrobiona ze sztucznego tworzywa!!! Nikt z UCMW ani razu nie przyznał się do tego, że albo zostawili Yankesa bez nadzoru, albo go upuścili z dużej wysokości. W gabinetach na podłodze są twarde kafle, więc oczywistym jest, że tak właśnie doszło do wypadku. Jedyne wytłumaczenie, jakie otrzymaliśmy, to że "nastąpił niefortunny zbieg zdarzeń". I podczas gdy my przeżywaliśmy tragedię, zza ściany sąsiedniego gabinetu dobiegały tylko radosne śmiechy, jakby nic się nie stało.. Yankes walczył o życie przez kolejne 3 dni. Utrzymywali go w śpiączce farmakologicznej, my czekaliśmy.. Pojawiło się krwawienie do mózgu.. Po pierwszej dobie od wypadku zmniejszono ilość anestetyków i podjęto próbę wybudzenia - wtedy ostatni raz widzieliśmy naszego Yankesa żywego. Nie do końca świadomego, podpiętego cały czas do kroplówki, jednak wierzę w to, że wiedział i czuł, że jesteśmy przy nim. Kolejnego dnia już nas do niego nie wpuszczono, chociaż weterynarze twierdzili, że jest lepiej, o czym miały świadczyć lepsze wyniki krwi. Twierdzili, że jest stabilny, że cały czas go monitorują, ale nie możemy go zobaczyć, żeby go niepotrzebnie nie pobudzać.. Niecałą dobę później już nie żył.. Mówili, że doszło do uszkodzenia pnia mózgu, że przestał oddychać i doszło do zatrzymania akcji serca.. Odszedł w swoje 9-te urodziny.. I chociaż nie wiemy, kto jest osobą bezpośrednio odpowiedzialną za wypadek Yankesa, NIGDY, ale to PRZENIGDY nie wybaczę całemu zespołowi UCMW niedbalstwa, które go zabiło. Nie wiem, czy zawinił student, czy technik, czy lekarz weterynarii. Wiem jedno - Uniwersyteckie Centrum Medycyny Weterynaryjnej w Poznaniu doprowadziło do śmierci naszego psa.
Napisz komentarz Zgłoś nadużycie