Rewitalizacja obiektów po-przemysłowych

24 marca 2012

Rewitalizacja obiektów po-przemysłowych

Wartość architektury powinna być mierzona tą samą miarą, co wartość wszystkich eksponatów muzealnych.  A mianowicie mierzyć się ją powinno częstotliwością występowania. Im przecież, czegoś jest więcej tym jest mniej warte. I odwrotnie. Im coś jest rzadsze tym bardziej wartościowe. Oczywiście problem architektury i jej ochrony to problem skali. O ile kolekcjonowanie monet może być przyjemne, niezbyt czasochłonne i zajmować niewielką przestrzeń, o tyle odwrotnie jest z budynkami. Jest to zadanie długotrwałe, wymagające dużych nakładów finansowych, i w końcu nie jest tak całkiem łatwo zachować eksponat liczony w tysiącach metrów sześciennych?

 


Architektura zwana poprzemysłową jeszcze nie dawno ( kilkadziesiąt lat temu ) nie była zaliczana do wartościowej. Jest to architektura całkowicie użytkowa, a jej piękno wzięło się przede wszystkich z post modernistycznego uwielbienia dla industrialnego/użytkowego charakteru przestrzeni. Tym wartościowsze stało się perfekcyjne wykonanie, ceglana, świetnie starzejąca się faktura i ten manufakturalny charakter. Dzisiaj, zrozumienie potrzeby ochrony, niewielu już pozostałych zabytków tego okresu, oraz ich popularność są w pewnym sensie medialne. Są to tematy dobre na organizację konkursów i warsztatów, ale mało który obiekt ma realną szansę na uzyskanie funduszy na renowację. I właśnie ekonomia jest przyczyną, że mimo tak wielu zalet, jest obecnie naprawdę niewiele obiektów, którym udało się przetrwać koniec epoki pary. A może to być pierwszy i chyba najważniejszy argument za tym, aby wszelkie tego typu obiekty zachowywać. Po prostu nie ma ich już za wiele. Zachowane i odremontowane, istniejące przykłady, dają realne argumenty, że obiekty historyczne, które udało się transformować w żywe przestrzenie publiczne, są perełkami architektury na mapach niejednego miasta. Warto tu wymienić papiernię w Konstancinie, Stary Browar w Poznaniu,  czy zupełnie nowe lofty w starej fabryce Schlibera  w Łodzi. Są to tylko te najbardziej znane. Podróżując przez Polskę, a także przez Europę można powielekroć wpadać w zachwyt napotykając budynki z architektonicznego recyclingu, o których istnieniu nie ma się pojęcia.


Bardzo trudno jest arbitralnie i jednoznacznie określać najlepsze nowe funkcje dla istniejących obiektów. Za każdym razem, bez względu od przeznaczenia, będą one tylko tworzyć konserwacyjne wydmuszki. Historia obiektu będzie tylko iluzoryczna, głównie poprzez zachowane fasady, bez związku z dawną funkcją. Ale czy współczesna architektura jest mniej iluzoryczna? W końcu żyjemy w czasach, w których obiekty wymyśla się do funkcji. Żyjemy w czasach, kiedy forma i reklama budynku znaczą znacznie więcej niż jego faktyczne sensowne zasady funkcjonowania. Bo czy naprawdę nowoczesne muzea muszą mieć ścięte ściany, falujące dachy czy wirujące elewacje? Czy wieżowce muszą kręcić się w spiralnych półobrotach? To tylko barokowa forma, bez związku z funkcjami, dużo bardziej ulotna i iluzoryczna, która podobnie jak moda, zginie wraz z upływającym czasem.
Budynki poprzemysłowe, mimo braku możliwości wykorzystania zgodnie z pierwotną funkcją, niosą natomiast autentyczność swojej genezy. Oto ich ceglane ściany, nie miały nieść idei, ale tworzyć przegrody. Monstrualne belki, słupy i podciągi nie służyły uzupełnianiu wizji architektów, ale przenosiły obciążenia i wstrząsy maszyn. A ich eleganckie wykończenie nie jest bynajmniej pustym burżuazyjnym chwytem projektantów detali, ale wynika z inżynieryjnej skrupulatności i dbałości o szczegóły, tak przy mechanice maszyn, jak przy estetyce ceglanych nadproży. Ta autentyczność zachwyca post modernistów oraz funkcjonalistów, dla których minimalizm i oszczędność środków wyrazu był zawsze formą ekspresji. Ale ta autentyczność jest również bardzo wartościowa w strukturze miasta. Nie tylko przeciwstawia się fasadowemu drobnomieszczaństwu kamienic, ale również  staje w opozycji do współczesnych marketów i sklepów wielko powierzchniowych. Choć obiekty poprzemysłowe są niejako pierwowzorem dzisiejszych hipermarketów, to poprzez solidne wykonanie ich architektura wydaje się stabilna i wartościowa, jeżeli nie monumentalna.


Wymyślanie nowych funkcji dla starych budynków jest dzisiaj tyle modne, co niezwykle trudne. Oto przetwarzanie architektury, której wielkość sugeruje jest ogólnodostępny charakter, jest ryzykowne. Przetworzenie majestatycznej, mono-przestrzennej bryły w blok pełen mieszkań, kłóci się ze wszystkim, czego można by oczekiwać od własnej kreatywności. Choć z drugiej strony jest to również najbezpieczniejszy sposób na zachowanie takiego budynku. Czy jest coś bardziej gwarantującego przetrwanie budynku niż własność prywatna? Na drugim końcu pomysłów na transformację będzie zachowanie z przeznaczeniem na własność publiczną. Bo w końcu czy wartość architektury nie zasługuje na zachowanie formy i treści? Przekształcić w teatr, bo pusta, wypruta z wnętrzności bryła jest ku takiemu celowi idealna. Lub może w cyrk lub operę, bo przecież czy nie idealnie było by mieć do dyspozycji wnętrze tak duże, że zdolne do podniebnych akrobacji? Lecz ile to cyrków czy teatrów buduje się dzisiaj? Ile z nich ma szanse na zachowanie w przyszłości? Ile publicznych, dofinansowywanych instytucji próbuje przetrwać ekonomiczne tornada? Czy ryzyko nie jest zbyt wielkie? Bo w końcu szczytna idea, rzadko kiedy przekłada się na środki finansowe. I z drugiej strony, strumień pieniędzy zawsze prowadzi do spłycania idei.
Wydaje się, że najciekawsze łączenie nowych funkcji i starych budynków mogą dawać połączenia na pozór zwyczajne. Czy będzie to sklep czy kino czy galeria handlowa pełna drobnych butików. Są to elementy, które pomimo swojej zwyczajności, a wręcz funkcjonalnej obskurności, są jednocześnie trwałe, pewne i gwarantują przetrwanie podobnie jak transformacja w lofty. Są to funkcje, mało reprezentacyjne  o niewielkiej społecznej wartości przestrzennej, ale jednocześnie są to funkcje użytku codziennego dające pewność przepływu ludności, oraz generujące bieżący strumień finansowy. To ważne, bo rzadko kiedy architektura poprzemysłowa spełnia normy ekonomicznego użytkowania .


Warto przy tej okazji wspomnieć kilka wcześniejszych inicjatyw odnoszących się do ochrony poindustrialnych zabytków. Jedną z nich był bez wątpienia Browar Mieszczański we Wrocławiu. Inicjatywa warsztatów studenckich(2004) skupionych wokół poszukiwania idei przyszłej funkcji była bardzo udana i jak się wydaje częściowo spełniła swoją rolę. Dzisiejsze funkcjonowanie browaru, jako wielofunkcyjnej przestrzeni muzyki i sztuki spełnia podstawową rolę transformacji. Nie zmieniło charakteru przestrzeni, a jednocześnie w udany sposób wprowadziło niekolidującą funkcję. Element imprez muzycznych i przestrzeni pro-artystycznych spełnia zadanie zachowania autentyczności. Czy jednocześnie spełnia element ekonomicznej samo wystarczalności okaże się po kilkudziesięciu latach.


Innym przykładem jest transformacja browaru Piast. Ten zespół obiektów, jak się wydaje ma mniej szczęścia, choć może obecnie jest szansa na trwałą transformację. Również w 2004 roku odbył się konkurs studencki, którego głównym tematem była rewitalizacja. Wygrała praca, która wprowadzała w stare zabytkowe przestrzenie funkcje Multikina. Pomysł zdobył uznanie jury przede wszystkim jednolitą funkcją nowego zagospodarowania. I o ile wydaje się, że mega przestrzenie starego browaru świetnie pasowałyby do transformacji w centrum rozrywkowe, nie znalazł się w tamtym czasie inwestor chcący sprawdzić teorię w praktyce.


Z dzisiejszego punktu widzenia świat działa nieco bardziej pragmatycznie. Rok 2000 i początek dziesięciolecia był czasem promocji niestandardowych pomysłów i przedsięwzięć z zacięciem ‘kontrowersyjnym’ Początek nowego dziesięciolecia, kryzys finansowy i trochę doświadczenia w obcowaniu z rewitalizacjami budzą obawy, że artystyczne wizje, mogą nie wytrzymać w starciu z prozą życia. O ile chciałoby się znaleźć inwestora skłonnego do ryzyka w wysokobudżetowe pro-artystyczne i pro-publiczne inwestycje, o tyle trzeba pamiętać, że chodzi bardziej o zachowanie obiektu w ogóle i zachowanie, jako dziedzictwa. A to musi budzić pragmatyzm postępowania i rodzić pytania o ekonomikę przedsięwzięć.
 

PRO EKO DOM  Wszelkie Prawa Zastrzeżone

Więcej postów do odkrycia